Wędliny Domowe
Drukuj

Moja stara nadziewarka

Nadziewarka jest w mojej rodzinie już od trzech pokoleń. Używał jej mój Dziadek, później Tato. Po Jego śmierci nastąpiła długa przerwa w jej pracy. Ja poszedłem do szkoły średniej i już wtedy, jako młody chłopak próbowałem na swój sposób (nieudolny i bezkosztowy) doprowadzić szprycę do stanu używalności, lecz nic z tego nie wyszło....Kilka lat po ukończeniu szkoły nabyłem prawie nową nadziewarkę i stara poszła w zapomnienie. Później w zapomnienie na kilkanaście lat poszedł mój ukochany i wyuczony zawód. Po latach postanowiłem do niego wrócić, ale już jako hobbysta.
By powrót nie był zbyt łatwy, jako cel numer jeden stanęło odrestaurowanie nadziewarki. Gdy zobaczyłem ją po latach, które spędziła na strychu byłem przerażony i zastanawiałem się czy da się z TEGO coś jeszcze zrobić. Drewno, od co najmniej 20-30 lat zjedzone przez kołatka. Lej pordzewiały i popękany w kilku miejscach, brak jednego z elementów mocujących lej załadowczy do korpusu, korba napędzająca, która pamięta dłonie wszystkich masarzy kręcących nią, jeden z trybów w mechanizmie wytarty niczym dłonie galernika - jednym słowem zgroza. Na dodatek drewniany tłok, uschnięty z tęsknoty- wiadomo, za czym.
Tak, więc do dzieła. Najpierw kilka fotek stanu obecnego, klucze i inne młotki w dłoń i rozbieram ustrojstwo na elementy pierwsze i ostatnie. Uszkodzony tryb metodą napawania naprawił mi brat. Zakupiłem rurę ze stali kwasoodpornej, blachę 4mm również kwasoodporną oraz lejki 3 szt. Zdobyłem kawałek plastikowej deski rozbiorowej i z tym wszystkim ruszyłem do tokarza. Pan Majster toczył i toczył i toczył… prawie trzy tygodnie, ale wytoczył: tłok, zakończenie leja załadowczego, mocowanie do lejka oraz dociął na tokarni samą rurę. W tym momencie do akcji wkroczył mój nieoceniony młodszy brat, który na wzór starego leja pospawał nowy - różniący się od starego tylko kolorem. Dorobił również trzy mocowania leja do korpusu - też stal nierdzewna, stare były już tak pordzewiałe, że pewnie po piaskowaniu nic by nie zostało. W między czasie wszystkie elementy metalowe zawiozłem do piaskowania i malowania proszkowego (ogniowego). Po odebraniu elementów z lakierni i leja wraz z mocowaniami rozpocząłem montaż całości. Z wcześniej zakupionego drewna jesionowego przygotowałem podstawę nadziewarki o wymiarach dokładnie takich samych jak oryginał, żłobienia pod mechanizm napędzający i mocowania leja zrobiłem frezarką i dłutem. Wszystkie stare śruby i wkręty zostały zastąpione nowymi ze stali kwasoodpornej.
Tak właśnie po ponad dwóch miesiącach mój cel i moje marzenie zostało spełnione. Ktoś zapyta o koszty rekonstrukcji - to pytanie wolę zostawić bez odpowiedzi.

Bogdan_kacz







































Dodaj komentarz

Uwaga!
Administracja nie posiada żadnych dodatkowy zdjęć/planów/projektów dotyczących
prezentowanych na stronie wędzarni!

Kod antyspamowy
Odśwież