Kiedyś na końcach wałka trocinowego wygrzebywałem dołki w których umieszczałem po pół wytłaczanki do jajek i podpalałem .Wytłaczanki szybko chwytają płomień i palą się wolno...Po chwili przysypuje lekko trocinami i gotowe.Zamykam szufladę ,zostawiając szczelinę na powietrze i mam fajrant. I tak dzień w dzień na luzie. A ostatnio rozpalam palnikiem na propan-butan.Na jednej focie widać czarną obwódkę dookoła trocin To właśnie efekt rozpalania.I już starczy.Kilkanaście godzin na luzaku bez dokładania oraz wzrostu temperatury.. Latem gdy jest cieplej to rozpalam na noc i idę spać , a sprzęt dymi do rana.I jest gitarka. Tak mi się zdaje że do zimnego po większej taniości,czasu obsługi,pilnowania temp.stresu oraz innych tym podobnych nic lepszego długo nie będzie.Bezobsługowa po prostu. A granat to ta gruba sucha szczapa ( tu akurat śliwkowa ) .ona jest zagrzebana w trocinach .no i chyba wspomaga cały proces ,żeby nudą nie wiało. Koszt czterech worów trocin to czwórka ulubionego browca pana stolarza,kilo kiełby a i ćwiartka do wspólnej konsumpcji zawsze się znajdzie. A teraz POZOR. Trocina im bardziej miałka tym lepsza,właściwie taka mączka.Spod piły najlepsza no i sucha.