Mogę już pisać tu jako ekspert-amator, bo moje dwie świnki właśnie są dojadane. 1. Też były tak dzikie, że chodziły po ścianach, a chłopczyk nawet gryzł. Ale po tygodniu zaklęć, głaskania, podawania ragalików nadziewanych marcepanową masą oswoiły się na tyle, że na wołania: gudzie, gudzie - biegły w dowolną część obejścia; zawsze dostawały wtedy smakołyki i nadstawiały kark do głaskania, ale tylko domownikom. 2. Przez cały okres tuczu także nie tykały warzyw, nawet tych ekologicznych, wolały trawę, odpadki z kuchni (jesienią zalewane wrzątkiem np po gotowaniu ziemniaków czy makaronu), dodawaliśmy do tego otręby ze młyna oraz wytłoki rzepakowe i lniane. Raz na kilka dni zapas kukurydzy - uwielbiały ją demontować. 3. Bez stresu koegzystowały w obórce z kozą, kurami, a potem przyjaźniły się z psami i kotami, ale wobec obcych były ostrożne. 3. Kupiłam je w lipcu po 50 zł sztuka, dziewczynka była większa, miała 2 miesiące, chłopczyk mniejszy, ok. 1,5 miesiąca. Nie wiem, ile ważyły wtedy. 4. Cały okres biegały swobodnie, największym rarytasem były topinambury, załatwiały przy ich pomocy dwie sprawy: potrzebę rycia i smakołyki. 5. Zeszły śmiertelnie przy mojej pomocy 28 stycznia. Po odrzuceniu wnętrzności wraz z żołądkami (niestety, osoba która to robiła, nie była w stanie tego żołądka wyplątać z jelit) dało to następujący pożytek: a. łby (2)- - 4 kg b. schab b/k - - 1,9 kg c. żebra - - 2 kg d. wątroby (olbrzymie) - - 1,2 kg e. podroby - 0,96 kg f. boczki - - 3,7 kg g. mózg, ozorki - 0,2 kg h. kości bez śladu mięsa - - 1, 2 kg i. skórki - - 1,37 kg j. słoninka i podgardle - - 2,9 kg k. mięso bez kości - 3,27 kg l. 8 szynek z kością - - 7,2 kg Razem z krwią (ok.0,8 litra, ale było więcej) dobra pozyskanego było ok 32 kg Mięsko niezwykle delikatne, słoninka pachnąca, gruba na ok. 2-3 cm, boczki bezużyteczne jako płat, zmieliłam je wraz z miniaturowym podgardlem i częścią słoniny jako dodatek do gołąbków, a tylko jedn,ą część boczku potraktowałam jako roladę. Oczywiście mięsko świnki było o wiele większe i smaczniejsze, niż wieprzusia. Ponadto chłopczyk za nic w świecie nie chciał się dać ogolić, a dziewczynka z łatwością. Najpyszniejsze były szynki - upiekłam je (każda ważyła ok 0,9 kg) i rozpływały się w ustach. Tłuszcz z tych świnek nie ma charakterystycznego posmaku wieprzowego smalcu, może dlatego, że były to okazy bardzo młode. Schaby były niezbyt grube, ale dało się z nich zrobić smaczne kotleciki. Polędwiczki były grubości solidnego kciuka. WNIOSKI: zakupię wiosną dwie dziewczynki, będą biegać luzem do października. Potem jest kłopot z ciepłym jedzeniem, bo wbrew pozorom są delikatne i bardzo im zimno - zakopują się głeboko w słomę a w chłodnie dni drżały.