Oto pączki wg.Abratka.
Zaczęłam robić o 15.30 a skończyłam (łącznie z lukrowaniem)o godz.19.00
Pączki smażyłam bez nadzienia ,bo pierwszy pączuś ,gdy próbowałam nadziać go ręcznie powędrował do kosza jako papka marmoladowo-ciastowa :???:
...i...".trzeba sobie w życiu radzić"- jak mawiał góral zawiązując but dżdżownicą......
wymyśliłam sposób.
Mając 2 strzykawki -jedna duża od Mira ze sklepu,druga mała z igłą do nastrzykiwań
wkładałam nadzienie do wielkiej,potem z wielkiej do małej a potem ....w pączuś.
Nie powiem..robota mozolna i trochę zabawy było.
Ale oto efekty:
i nawet paseczek mi wyszedł :lol:
Mam nadzieję ,że jutro będą wszystkim smakowały.
Dzięki Abratku za przepis!!! Polecam..naprawdę warto!