Dziwi mnie jedna rzecz wielokrotnie było pisane i mówione to że posługiwanie się literalnie nazwami handlowymi elementów rozbioru daje tak naprawdę tylko "mglisty szkic" jak dany wyrób wykonać i za każdym razem będzie on inny bo i surowiec za każdym razem będzie inny - piszę o wyrobach rozdrobnionych czyli głównie kiełbasach, mielonkach etc. Powtarzalności nie da się osiągnąć bez zrobienia wcześniej klasyfikacji mięsa i taka jest prawda. Na wsiach praktycznie kiełbasy robiono z tego "co zostawało" po wykorzystaniu elementów "szlachetnych" to taki patent na wykorzystanie jelit, okrawków błon, krwi, podrobów, teraz "świat zwariował" są tacy co kupują świniaka i z całości robią kiełbasy bo nie chcą szynek, polędwic, baleronów czy boczków ... można i tak czemu nie "kto bogatemu zabroni skromnie żyć" Parę razy miałem takie sytuację że poczęstowałem znajomych jakimiś wyrobami we flaku, zasmakowało i było pytanie "dałbyś przepis na tą kiełbasę? " jak zacząłem mówić posługując się klasami padało " Ty stary się nie wygłupiaj tylko powiedz ile czego ... " i mówiłem jak tylko umiałem laikowi tłustej karkówki tyle to a tyle łopatki tyle , wołowego tyle ... Robili a potem było Ty ta twoja jakaś inna była lepsza co tam jeszcze dodałeś bo to nie było to .... no Q..... ręce opadają Ja rozumiem, że na pierwszy rzut oka to jest czarna magia ale nie rozumiem czemu wszyscy się tak tej klasyfikacji boją ... nawet tej podstawowej oddzielić chude od tłustego, bardzo tłustego i ścięgien oraz błon ... przecież do tego nie potrzeba atlasu anatomii tylko odrobiny czasu, kawałka noża i chęci.