U mnie było podobnie. Najmłodszego mojego syna wychowawczyni uparła się posłać do zawodówki zamiast do liceum, "To maksimum co ten leń może osiągnąć". Uparłem się i ja, skończył ogólniak, studia, robi karierę w bankowości. Myślę, że problemem jest negatywna selekcja wśród nauczycieli. Jak nie daję sobie rady w życiu, to zawsze mogę pójść na belfra. Aktor też zawsze może starać się o posadę w teatrze kukiełkowym. Problemem jest też feminizacja zawodu nauczyciela, mężczyźni w tym zawodzie są niezbędni, Złe kryteria przydatności do zawodu, niskie zarobki, i mamy efekty. Ja miałem szczęście - uczyli mnie nauczyciele przed wojenni, zadekowani w małej wiosce. Książki do historii przynosili własne, uczniowie byli wyrośnięci, o parę lat starsi od nas, idących normalnym kursem. Ale potrafili mieć autorytet nawet u tych dryblasów, dali nam naprawdę dobre podstawy do dalszego rozwoju. Moim zdaniem zawód nauczyciela w dużej mierze zdeprecjonował się, przynajmniej na szczeblu podstawowym. Nie znam się na tym, na pewno moja opinia jest jednostronna. :???: