Bardzo podoba mi się wypowiedź w tym temacie, tego pana.
Cytuje..
"Father Ted : U nas w PRL my, ludzie z klasa, prawdziwi Polacy nie grilowalismy na balkonach, nie smordzilismy sasiadom pod oknami. My robilismy OGNISKA, pieklismy ziemniaki, kielbase na patykach, gotowalismy bogos , ten prawdziwy - duszony z upolowanej dziczyzny, kapusty i cebuli i lisci dzikiego czosnku ktory rosl pod lasem. DO tego dolewalismy domwej roboty wina, suszonych sliwek. To byly potrawy ogniskowe , duszone w garnku nad ogniskiem. Te przyjaznie na cale zycie, te pierwsze milosci, te cule pocalunki i gitara, spiewy, wyjazdy na festiwale do Mragawoa, czy pisoenki zeglarskiej. Gdziekolwiek nie pojechalismy bylo Ognisko, ognisko bylo znakiem przyjazni, ciepla i zyczliwosci, i oczywiscie kazdy mial przy sobie piersioweczke ale to nie wodka rozgrzewala ale atmosfera i ludzi ktorych autentycznie sie kochalo i za ktorymi sie przepadalo. Co dzis macie wyzelowani metroseksualisci ? Wygrzejecie torbe na wczasach w Egipcie i wrzucicie fotki na FB i zamykacie sie w swych apartamentach , odizolowani od swiata, samotni, robicie grilla na balkonie.
Co warte beda wasze wspomnienia z naszymi, z PRL ?"