A ja pociągnę dalej ten wątek, bo może jestem ograniczony ale... Rozumiem że wchodzisz na początku fabryki gdzie biegają szczęśliwe prosiaczki, wybierasz - TEN, wychodzisz z zakładu i patrzysz przez okna jak go myją, szykują, ogłuszają, oprawiają, dzielą, pakują i na końcu wydają (taaa, pewnie jeszcze z piękną kokardą ). TOSHIBA, rzuć im pomysł aby jeszcze w tym ciągu dobudowali małą masarnię, to będziesz mógł gotowy wyrób wprost po parzeniu/pieczeniu odebrać PRZEPRASZAM ale nie mogłem się powstrzymać. Wiesz, u mnie przywożą świnki na zakład, wwożą je gdzieś tam w głąb gdzie ochrona mnie nie wpuści, po całej linii technologicznej podzielone kawałki mięs trafiają do sklepiku przyzakładowego w plastikowych skrzyniach na wózku, przekładane do chłodziarek (to już często widzę) pani zmieniająca co klient foliowe rękawiczki robi mi paczki (czyt.pakuje w reklamówki) i wychodzę. I wracając do domu przed dalszą obróbką myję zarówno ręce (bo nie pamiętam kogo i co dotykałem) jak i mięso.