Witam Was serdecznie w Nowym Roku i życzę Wszystkim wielu wspaniałych wyrobów. Tym, którzy jeszcze się nie zmobilizowali (w tym i sobie), własnej wędzarni. Teraz mój problem: 2 tygodnie temu korzystając z beczkowej wędzarni teścia, udało mi się troszkę powędzić. Wędzenie około 4-5 godzin, niestety nie mogłem upilnować teścia przed ingerencją w proces :devil: i ponieważ po mojemu było za wolno, to pomagał mi chłopina jak mógł, dorzucał drewek do ognia jak tylko odszedłem itd, ale nie o tym chciałem. Więc po wędzeniu z przygodami i sparzeniu, owinąłem szyneczki i balerony bawełnianymi ściereczkami i powiesiłem na nieogrzewanym strychu. Po kilku dniach pojawiły się małe kółka pleśni, czy wędlina nadaje się już tylko do oddania dla teścia, czy można ją jeszcze jakoś uratować, jak najlepiej przechowywać wędzonki i jak długo? Pozdrawiam. Siara