Poniżej przedstawiam "Przedświąteczną przystawkę nr 2 - salcesonik"
W ubiegłym tygodniu była kaszanka a teraz wspaniały, pikantny salceson. Na zdjęciu jest jeszcze niezupełnie stężały (jak sie okazało na drugi dzień). Wyroby podrobowe zrobiłam przy okazji produkcji na miarę 1/2 blondynki i robiłam je po raz pierwszy, troche z duszą na ramieniu. Rezultaty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Do dwóch małych salcesonów użyłam dwóch serc, golonkę przednią i tylną, podgardle, skórki i jakieś okrawki. Razem z rosołem było 4,5 kg wsadu peklowanego. Jako przyprawy zastosowałam kminek, biały pieprz i czosnek. Pieprzu białego dałam tak "od serca" i w efekcie otrzymałam produkt o zniewalającym, zrównoważonym smaku, dość pikantny. Salcesony zapakowałam do prawdziwych żołądków, które pozyskałam dzieki uprzejmości kolegi Andrzeja "Biagno". Takim prawdziwym, masarskim wyrobem to się można naprawdę szczerze cieszyć i dlatego go prezentuję.