Zaległości ciąg dalszy. Tradycją mojego domu jest to, że w Nowy Rok, kto jest w stanie spośród znajomych na siłach podążyć w moje progi, będzie obdarowany pierogami i barszczem. Ma sie rozumieć mięsnymi. Przygotowania oczywiście trochę wcześniej, ale bywało, że i w Nowy Rok. W tym roku produkcja pierogów zbiegła się z dopiekiem keksów, bo wyszły. Ale co mi tam. Podołałem. Od zeszłego roku pojawiła się niepokojąca mnie opcja, że pierogi powinny być podsmażane co dla niektórych. Niestety lekko uległem. Okazało się, że teściowa też takie preferuje. Do tej pory łykała jak bocian żabę tylko gotowane. Był to pierwszy i ostatni raz. Profanacja. Fotki wizyty znajomków z teściową na czele z Nowego Roku nie mam niestety. Ale zostawiłem sobie troche pierogów na potem. Pierogi robię raz w roku. Podobnie białą kiełbasę. Dwa razy w roku. Tylko na święta. Już za nimi tesknię. Kto wie, może dożyję następnych świąt.