Przedświąteczne wędzenie mam już za sobą tym razem do komory poszły boczki,szyneczki(te raczej będą nieudane) z łopatki,piersi drobiowe i dwa udka a za namową pepe60 zrobiłam dwa balerony.Pawle bardo dziękuję za wsparcie i gotowość pomocy w każdym momencie. Boczki,balerony i szyneczki, peklowałam przez 10 dni na mokro (50/50 sól + peklosól 280gr) na 8 kg mięsa dałam 4 litry solanki przy jednorazowym nastrzyku na początku peklowania.Mięso przewracałam 1 x dziennie.Kamienny garnek z zawartością oczekiwał na wędzenie w temperaturze ok 6 stopni. Ociekanie trwało 12 godzin w temp.6-8 stopni.Na 3 godziny przed wędzeniem ociekanie odbywało się w temp.ok 22 stopnie.Dodatkowo osuszałam ręcznikiem jednorazowym. Teraz osuszanie,które trwało przeszło godzinę w wygrzanej wędzarni w temp.ok 50-55 stopni prawie całkiem bez dymu. Na tym polu niestety nie poszczęściło mi się.Mimo wysokiej temperatury i uchylonego daszku,wędonki aczęły mi się pocić a ogień palenisku zaczął przygaszać. Nie było innego wyjścia jak wyjąć wędzonki z komory i ponownie rozpalić ogień. Wędzonki ponownie wróciły do komory i rozpoczęło się wędzenie. Po 3 godzinach wędzenia w temp.55-60st. wyjęte zostały piersi i udka "kurzęcie" które parzyłam przez 10 min w temp.85 a potem w temp.70 stopni do uzyskania w środku temp.60 stopni. Po 4 godzinach wyjęto baleron i szynki a po 4,5 godziny boczki szynecki parzyłam w temp 70 stopni przez ok 1 godziny aż w środku uzyskały temp 60 st. Baleron i boczek parzono w temp.83-85 stop. do uzyskania w środku temp.70 stop. przez 2 godziny i 15 minut.Ot i to wszystko. Wydaje mi się,że wędzonki wyglądają całkiem dobrze a smak,sprawdzimy przy śniadaniu.