Bo to jest układ pojemnika w pojemniku i sam zaczynam się gubić ....ale Rosjanie pasteryzują dopompowując powietrze i po coś to robią. Nie sądzę, żeby robili to ot tak sobie. Starając się to zrozumieć, wyobrażam sobie co się dzieje w słoiku. Wkładając słoik do otwartego autoklawu, w słoiku jest 0 atrm, tyle samo ciśnienia ma woda. Żeby docisnąć, uszczelnić nakrętkę zamykam autoklaw i podnoszę ciśnienie wody o 1 atm. W słoiku który jest poprzez szkło odporny na ciśnienie wody dalej jest 0 atm., czyli w stosunku do wody jest podciśnienie. Teraz żeby w słoiku uzyskać 2 atm. muszę podnieść ciśnienie całego układu o 2 atm. Żeby podnieść ciśnienie w słoiku, wykorzystuje jako nośnik energii wodę w autoklawie. W słoiku ciśnienie wzrośnie do 2 atm, a woda w autoklawie też się gotuje i dobije do 3 atm...... tu mam zagwozdkę??? i się gubię. Kiedy Dziadek nagle ochłodził autoklaw, ciśnienie wody szybko spadło, ale w słoikach było większe, bo wolniej spadało i temu słoiki ma rozszczelnione. Gdyby chłodził powoli, cały czas woda ma w "+" 1 atm i słoiki nie mają prawa się rozszczelnić. Widzę też u Rosjan inne czasy w zależności od zawartości słoika. Tłuszcz inaczej się ogrzewa i inaczej oddaje ciepło.....tu też jest szczegół o którym nie można zapominać. Poza tym o ile samo szkło jest odporne na ciśnienie, to nakrętka już nie .... bo pracuje. Albo się ugnie pod ciśnieniem, albo uwypukli przy większym ciśnieniu w słoiku niż w wodzie. Tak, ale wieczko ma większą powierzchnię, niż część gwintowana, gdzie chce wcisnąć się woda. A jeszcze weź pod uwagę siłę z jaką samo nakręcenie nakrętki działa na szkło i wieczko.