Wczoraj poszedłem na śpiewający babski wieczór, jako że na wsi zagościło Lato z Radiem na pożegnanie lata. I tak jak po 17-tej stanąłem nieopodal sceny tak po 23-ciej opuściłem miejsce. Żadnego picia, jedzenia - tylko muza. I o dziwo na scenie można mówić polskim językiem, nie było "róbta hałas" i temu podobnych tekstów. No i kobietki śpiewające niczego sobie. Pierwsze dwie słuchałem na żywo raz pierwszy, może nie ostatni. Na początek ponad godzinę był zespół i śpiewająca naprawdę dobrze Agnieszka. Potem śpiewała Ania z zespołem, ona klasa, a muzycy też niczego sobie. I na koniec ponad 1,5 godziny śpiewała ona - niezniszczalna, też z zespołem, gitarzysta - ma warsztat i wie co robi i pięknie zagaił mój ulubiony utwór o szparce sekretarce . Luda liczę jakieś niecałe 20 tysięcy, a ja poszedłszy tam na parę minut byłem ponad sześć godzin i ani razu nie ziewnąłem.