Istnieje kilka najczęściej powtarzanych schematów postępowania.
Mnie interesuje scenariusz w wersji A-a, A-b i B:
Wersja A
1.) "blondyneczka" ogłuszona i wykrwawiona
2.) możliwie najszybciej poćwiartowana (na gorąco),
czyli na części nie większe jak 3 kg
(w czasie kilkudziesięciu minut od śmierci klinicznej)
3.) W takich małych kawałkach wędruje do zamrażarki(szybkie mrożenie)
Otrzymujemy tkanki zamrożone natychmiast po śmierci
przed wystąpieniem stężenia pośmiertnego.
Teraz po miesiącu mrożenia powiedzmy minus 20- 30 stopni C,
rozmrażamy i robimy kiełbasę:
a.)- zaraz po rozmrożeniu? :shock:
b.)- czekamy po rozmrożeniu na quasi stężenie pośmiertne
i jego ustąpienie?(zabiegamy o dojrzałe tkanki w zależności od wieku blondyneczki) :rolleyes:
Wersja B
1.) "blondyneczka" ogłuszona i wykrwawiona
2.) możliwie najszybciej poćwiartowana (na gorąco),
czyli na części nie większe jak 3 kg
(w czasie kilkudziesięciu minut od śmierci klinicznej)
3.) W takich małych kawałkach wędruje do schłodzenia(szybkie ochłodzenie)
4.) Czekamy na stężenie pośmiertne i jego ustąpienie, nawet kilkadziesiąt godzin,
czyli zabiegamy o dojrzałe tkanki(w zależności od wieku blondyneczki)
Pytanie:
Czy takie właściwie 3 scenariusze postępowania z mięsem(wersja A-a, A-b, B)
doprowadzą do podobnych efektów smakowo, zapachowych.
Jeśli chodzi o rodzaj kiełbasy to niech to będzie
kiełbaska surowa, wędzona, dojrzewająca, robiona wedle tego samego przepisu.
Który sposób najlepszy i najgorszy? :tongue:
.