Dla wszystkich początkujących ten przepis powinien być wytyczną: http://www.wedlinydomowe.pl/wedzonki/poledwice/84-schab-wedzony
Przygotowywałem schab w ten sposób kilkadziesiąt razy.
Moje uwagi odnośnie peklowania:
Z przepisu wynika, że na 1 litr wody dajmy 84g peklosoli (sól 80g, seletra 4g). Ja daję 90g peklosoli (łatwiej się liczy, a słoność, jak dla mnie, idealna).
W przepisie mamy 3-4% nastrzyk robiony 4-5 nastrzyknięciami. Na początku mojej przygody z polędwicami, ściśle trzymałem się tych wytycznych. Ważyłem każdy kawałek polędwicy i liczyłem ile powinno być solanki do nastrzyknięcia. Teraz robię już to na oko, polędwicę nastrzykuję zwykłą aptekarską strzykawką (25ml) z cienką igłą. Na kilogramowy kawałek mięsa zużywam 2 strzykawki (nastrzyk wychodzi 5%). Robię wiele nastrzyków ( za każdym razem wprowadzając jakieś 5 ml) starając się wstrzyknąć solankę w środek polędwicy, na całej jej długości. Mimo zwiększenia nastrzyku do 5% i większej ilości nakłuć, końcowy wyrób nie jest bardziej słony od tego robionego ściśle według receptury.
Mięso pekluje się tylko przez 24h, drobne odstępstwa od podstawowej receptury nie mają większego wpływu na słoność produktu. Kilka razy zdarzyło mi się, że polędwice peklowały się 48h (nieoczekiwana zmiana planów i brak czasu na wędzenie), mimo wydłużenia czasu peklowania słoność wzrosła w niewielkim stopniu.
W przepisie zaleca się smarowanie polędwicy żółtkiem jajka. Kilka razy smarowałem, potem zaniechałem i wędziłem bez smarowania. Cała rodzinka stwierdziła, że bez smarowania jest lepsze.
Kluczem do sukcesu jest ociekanie i IDEALNE osuszenie przed wędzeniem. Po ociekaniu (12 h w lodówce, zapakowane w siatkę, w garnku stoją sobie na "sztorc") polędwicę owijam papierowym ręcznikiem, lekko przyciskam i odwijam (trzeba mieć dobre ręczniki, gorszej jakości potrafią się mocno przykleić). Po tej operacji polędwicę wieszam w temperaturze pokojowej i czekam aż wyschną. Najczęściej ustawiam przed nimi wentylator i ustawiam minimalny nawiew. Polędwice MUSZĄ być idealnie suche, w dotyku mają przypominać suchy papier.
Po osuszaniu wędrują do rozgrzanej wędzarni. Wędzę na odpowiadający mi kolor, około 3h w temp. 50 st.C. Następnie, w zależności od zamówień ze strony rodziny, albo podpiekam w piekarniku (65 st.C do 3h, wychodzą takie bardziej surowe), albo parzę (65st. C, od 40 do 60 min.)