Trochę może za dużo piszę w tym temacie, ale staram się wytłumaczyć, aby każda osoba to zrozumiała i nikt nie zrobił sobie krzywdy. Todek 2 sprawy odnośnie twojego postu: Pierwsza, temperatura w piekarniku to nie jest temperatura w słoiku. Ale jeśli tak by było, to w słoiku przy 130C miałbyś 2,75atmosfery. Druga, słoiki gotowały się jeszcze 10 minut. Dlaczego tak długo, skoro zwykły garnek ściągnięty z ognia przestaje się gotować niemal natychmiast? Ponieważ faktycznie były nagrzane sporo powyżej 100C. Powiedzmy, że miały 120C, skoro tak, to ciśnienie w nich musiało być 2atm. Dlaczego nie przestały się gotować kiedy temperatura w nich spadła do 119C? Ponieważ wraz z temperaturą spadło nieco ciśnienie, a w tym ciśnieniu temperatura gotowania to właśnie 119C. I tak dalej, dopóki zawartość konserwy nie spadnie poniżej 100C. Trzeba pamiętać, że powyżej 100C woda zmienia stan skupienia i obowiązują całkiem inne zasady niż poniżej tych 100C. Dochodzi nam ciśnienie, z którym nie mamy do czynienia w kuchni na co dzień, a najczęściej wcale. A może być naprawdę niebezpieczne bez zrozumienia pewnych zasad. Czemu rozumiem ten temat? Bo najlepsza szkoła to jest życie . Kiedyś pomagałem żonie przy pasteryzacji kompotu. Garnek był za mały, to ja z kompotem do piekarnika żeby szybciej i nastawiłem na jakieś 140C. Jak pierdyknęło, to większość słoików poszła w p..., drzwiczki od piekarnika otworzyło (na szczęścia szyba cała), a szkło i słodziutki, klejący kompocik znalazł się na meblach i podłodze. Od tej pory żona mnie już nie woła do pomocy .