Ufff... ale dawno tu nic nie pisałem....
Chyba wszystko przez ten Zlot... miałem juz nic nie zadymiać... ale w końcu andrzejk i halusia i zbój tak mnie doładowali...
No nie.,., zlot WB a ja nic zadymionego nie wezmę???
Masakra od rana... wróciłem z pracy...i zero spania... do kościoła też nie poszedłem,,, :shock: poleciałem po zapeklowane mięso i do południa uporałem sie z .... kiełbasa,,,,
no i zadymianie...
szlak jak zarosła mi beczka,,,
pogoda i w ogóle super oczywiście Bartek mi pomagał...
ech... no nie mogłem... musiałem zadymić... bo w sumie jak ???
Chyba tutaj to napiszę... cała moja przygoda... teraz to już część życia ,... to wy i WB...
nie mogłem inaczej i mimo 3 godzin drzemki... po pracy prawie od razu poleciałem pod beczką rozpalać...