Wczoraj zrobiłam moje pierwsze wędzonki, co prawda w pewnym momencie musiałam prosić o pomoc, bo inaczej były by straty Mięso przeznaczone do wędzenia peklowałam na mokro wg porad Kolegi pis-a. Przygotowałam 6 litrów wody i dodałam 0,54 dag peklosoli, ale wcześniej korzystając również z rady Piotra moczyłam mięso przez 30 min w zimnej wodzie. ( nie wiem po co to moczenie, ale myślę że kiedyś zostanie mi zdradzona ta tajemnica ) Wędzenie przebiegało ciut z problemami i muszę bardziej zgłębić ten temat. Cały proces wędzenia trwał około 4 godzin .. dokładnie nie pamiętam, proszę mi wierzyć że nerwy i stres były silniejsze niż myślałam. Dzisiaj odbyło się parzenie wędzonek. Na każde kilogram wędzonki było 50 minut parzenia. Temperatura wody nie przekraczała 85 stopni. Po upływie odpowiedniego czasu wyjęłam wędzonki z wody i wrzuciłam na minutę do zimnej wody z dodatkiem kostek lodu. Po wyjęciu i ich osuszeniu tak się przedstawiają; Błędem moim było to, że zdjęłam skórę z szynek zostawiając niewielką ilość tłuszczu i dlatego wygląd tej największej jest moją porażką. wygląda jak popękana. oczywiście sznurowanie mięsa też nie jest perfekcyjne. To przekrój boczku ... też pozbawionego skóry, on peklowany był na sucho, czyli 20 g peklosoli na każdy kilogram boczku. każdy kawałek tego gatunku mięsa natarłam inną przyprawą.... ale chyba za mało bo tylko w jednym widać majeranek w pozostałych dwóch papryka gdzieś mi zginęła . i na koniec przekrój ogonówki ... ta chyba całkiem nieźle mi wyszła pozostałą część wyrobów w przekroju wstawię w święta kiedy zacznie się ich konsumpcja Od wczoraj stwierdzam, iż wędzenie jest przyjemnością ale trzeba się do tego zajęcia solidnie przygotować i ciągle czerpać nową wiedzę.