Do dzisiejszej popołudniowej kawy proponuję same perełki. Wypiliście już kawusię? Zjedliście bułeczkę z dżemikiem? Dlaczego tak lubimy zdrabniać wyrazy? "...Zdrobnienia pełnią trzy podstawowe funkcje. Pierwszą jest zaklinanie rzeczywistości, także łagodzenie przekazu. Tak jest chociażby z wplataniem w wypowiedzi określeń typu „mam pytanko” czy „mam kłopocik”. Podobne zwroty służą odwróceniu uwagi od rzeczywistego „problemiku”. Drugą funkcją jest wyrażenie swojego emocjonalnego stosunku do przedmiotów martwych lub innych osób. W tej kategorii prym wiodą „pieniążki”. – Zwłaszcza w Krakowie to słowo jest niezwykle popularne – dodaje Wasilewski. Kochankowie używają zdrobnień, by podkreślić wartość części ciała („nosek”, „usteczka”) drugiej osoby. To również infantylizacja, ale pozytywna, przyjmująca postać adoracji. Trzecią jest infantylizacja odbiorcy. – Gdy chcemy umniejszyć rolę rozmówcy, potraktować go pobłażliwie, jego przywary czy cechy często opisujemy zdrobnieniami – mówi językoznawca. W ten sposób okazujemy brak szacunku, kpimy z drugiej osoby mówiąc o jej „dziwnym kapelusiku” czy „przekrwionych oczkach”..." Oto jest tytulik tego artykuliku "...Panie Piotruniu, nie ma pan może gazetki, bo chciałam zajrzeć w nekrolożki..." "...To może dialożek biurowy. Autentyczniutki. "Czy kwotka na fakturce się zgadza?". "Tak, zgadza się". "Czyli vacik (ugh... chodziło o VAT) się zgadza. Więc tak jak się umawialiśmy, proszę o mejlika w sprawie jutrzejszego spotkanka. Najlepiej pisać na mojego mejlika: a, kropeczka, kowalska, małpka..." Do tego z naszego podwórka: Boczuś, mięsko, chlebuś, szyneczka, kiełbaska, kanapeczki, jajeczka, śniadanko, obiadek, kotlecik i wiele innych. "...Gdy idziemy do sklepu i słyszymy, że ktoś przed nami prosi o „chlebuś”, mamy prawo dziwnie odebrać tę wiadomość. – To bardzo dziwaczny błąd stylistyczny – mówi Wasilewski. Nadawanie zdrobnień i lokowanie pokładów uczucia w bochen chleba ze sklepu pod domem jest co najmniej dziwne..." Szanujmy się.