Wczorajszy dzień spędziłem wędząc i podwędzając . Wędziłem polędwicę . Borniaka wstawiłem do kotłowni bo na dworze już nie jest fajnie. Plan z przedłużenia komina "spiro" i wypuszczeniu dymu przez okienko, wziął w łeb. Dym się cofał a nawet wylatywał przez DG. Czyli dugą stroną . Przestawiłem wędzarnię ,okienko otwarte na max., uchylone drzwi i "do boju". Wiatr wiał tak że wszystko wywiewało na zewnątrz. Czujnik czadu nawet nie pisnął. Wynik zadawalający. te do spożycia tylko wędzone , takie lubię najbardziej. Doświadczalnie i na prośbę żony jedna polędwica podpiekana . Bałem się że będzie wiór nie do zjedzenia , ale nie jest tak żle. Zachowała trochę soczystości , grunt że Jej smakuje. Jeszcze trzy sztuki do parzenia ale . Narazie w "vacu" trafiły do zamrażarki. Po 6 dniach podsuszania , podwędziłem jeszcze żywiecką , dziś rano jadłem ją na śniadanie. Jest super i szczerze ją polecam. [Dodano: 23 lis 2020 - 11:05] Alinko przepis zaczerpnięty z książki Piotra Kucharskiego - Chleb domowa piekarnia.