Historia pewnej szyneczki, Ligawką zwanej Przypomniałam historię pewnej szyneczki, która do mnie dotarła trzy dni temu w towarzystwie innych, smakowicie wyglądających wędlin. Rzuciłam się na nią od razu, prawdopodobnie zachęcona smakowitym tłuszczykiem, do którego mam słabość. Tak się prezentuje na oświetlonym słońcem talerzu, po tej stronie oceanu: Moja ocena: Degustacja dnia 31.01.2018 Wygląd: 1. Barwa mięsa czerwono-brązowa, tłuszcz biały, na obrzeżach słomkowy przechodzący w brąz 2. Mięso lekko marmurkowe 3. Powierzchnia przekroju błyszcząca, zwarta 4. Obrzeża tłuszczu brązowe, z widocznymi przyprawami Konsystencja: 1. Ścisła, gładka 2. Rozrywany plasterek stawia śladowy opór jednorodny w mięsie i części tłuszczowej 3. Gryziony plasterek jest miękki, delikatny, w strefie tłuszczowej nie wyczuwa się tkanki łącznej 4. Sprawia wrażenie wyrobu po obróbce termicznej Zapach: 1. Przyjemny, dymowy z orzeźwiającą nutą 2. Delikatny aromat przypraw w drugim tle Smak: 1. Smak głęboki, przyjemny, delikatnie dymowy 2. Prawidłowa (dla mnie idealna) słoność 3. W smaku czuje się nutę przypraw delikatnie podkreślających smak wędliny. Podsumowanie: Luksusowy wyrób nadający się zarówno do indywidualnej konsumpcji w plasterkach jak i na kanapki miaamm...