To jest bardzo dobra sugestia Na pewno należy zapoznać się z pewnymi mykami podcinania i ściągania skóry tym bardziej, że sierść jest kosmata, bywa skrajnie brudna a mięsa nie wolno myć. Poza tym nie jest to czysta, sparzona półtusza i w zasadzie nie podlega rozcięciu wzdłuż kręgosłupa (chociaż niektórzy to robią szczególnie, gdy jest dwóch udziałowców ). Zorientowałam się po wpisach na forum, że są różne szkoły/podejście do rozbioru i przygotowania mięsa do przerobu. U mnie do zamrażarki nie ma prawa trafić ani jeden włosek z sierści, krwawy lub spalony kawałek lub nie oczyszczony z błon powierzchniowych mięsień. Wymaga to mobilizacji i poświęcenia czasu na początku. Ale takie kawałki mogą już bez wahania i oglądania trafić do marynaty czy peklowania na kiełbasę. Sięgając pamięcią wstecz, największym dla mnie wyzwaniem był pierwszy futrzak - zając . Wielokrotnie widziałam, jak moja mama skórowała króliki i zające, więc było to tak, jak szkolenie z filmików you tube. Pierwsze podejście było dosyć trudne, skoro je pamiętam po prawie pół wieku . Jednak z perspektywy mogę postawić diagnozę takiego stanu rzeczy: tępy nóż