Ponieważ parówki robię głównie na prośbę wnuków a ostatnio doszedł następny degustator - niestety, z atopowym zapaleniem skóry, postanowiłam je zrobić bez peklosoli, wyłacznie na soli. Zastosowałam sól kłodawską kamienną do przetworów. To był eksperyment. Wczoraj kupiłam mięso i od razu zrobiłam farsz. Dzisiaj nadziewanie i wędzenie oraz parzenie. Mięsa zostały tak dobrane, aby nie trzeba było dodawać jakichkolwiek emulgatorów (mam na myśli mleko w proszku czy kaszę manę.) Skład surowcowy: Golonka - 30% wsadu (w golonce było 15% tłuszczu) pręga wołowa - 15% podg.- 40% (dość chude, 50/50) wp.2A - 15% lód - 20% wagi mies. Przyprawy na 1kg mięs: sól 16g pieprz - 1,75g pieprz kayene - 0,1g gałka - 0,7g papryka słodka - 0,5g (o ładnym, ciemnoczerwonym kolorze) napar: lubczyk 0,7g/kg ang. ziele 0,7g/kg A oto co wyszło: Na przekroju widać delikatne oczko: Na końcu pakowanie próżniowe: Parówki wędziłam 50 min gorącym dymem. Potem parzenie 10 min w 70 st.C. Parówki zostały dość luźno nadziane ze względu na z lekka zleżałe osłonki, które przy pełniejszym nadziewaniu po prostu pękały. Dlatego paróweczki nie mają zbyt dobrej prezencji Ale za to smak